Skiba o motoryzacji i nie tylko
root, , 20.12.2011Wyposażenie: Metalic, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Wyposażenie: Metalic, Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne ...
Wyposażenie: Hak holowniczy, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, Układ ESP, ...
Wyposażenie: Metalic, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Sonda
Uważa, że wszystko co duże jest piękne. W młodości ubrany w żółte kalesony rzucał landrynkami w milicję. Krzysztof Skiba, lider zespołu „Big Cyc” i showman opowiada o swoich motoryzacyjnych perypetiach z Tarpanem, zdradza czy wozi w bagażniku zwłoki czy gitarę i wyznaje, że przed niemiecką miną w trakcie kręcenia najnowszego teledysku uratowało go jego najnowsze… Mitsubishi Pajero
Lubisz duże rozmiary? W końcu nazwa zespołu zobowiązuje…
(Śmiech) Nie tyle że lubię, ile sam jestem w rozmiarze dwa razy XL. Duże, duże zdecydowanie duże - duże jest ładne, duże jest piękne. Mam takie amerykańskie podejście do tematu – Amerykanie lubią duże porcje. Na przykład nie lubię takich małych drineczków - jeśli drink to musi być duży, nie lubię drinków z lodem – w takich najczęściej jest mało alkoholu. Porcja w knajpie także musi być słuszna – nie lubię kuchni minimalistycznej gdzie płacisz 500 zł a dostajesz stek o średnicy trzech centymetrów… Zdecydowanie duże rozmiary.
Czyli bardziej schabowy niż sushi?
Schabowy jedliśmy przez całe życie… A jeżeli sushi to duża porcja oczywiście… Poza tym sama nazwa „Big Cyc” - wszystko musi być duże.
Skąd pomysł na nazwę?
Tutaj jest kilka tropów - my dorabiamy ideologię, że chodziło o Leonida Breżniewa, który w latach osiemdziesiątych był takim Kaczorem Donaldem socjalizmu - nosił dużo medali na swoim torsie, niektóre nawet na swoich plecach przypinał - czyli żeby to udźwignąć trzeba było mieć „big cyc”. Ale prawdziwa wersja jest taka, że koledzy kiedyś zastanawiali się nad nazwą zespołu i przypomnieli sobie o pewnym filmie akcji dla dorosłych i doszli do wniosku, że to byłoby dobre ale nie „tits” tylko dodamy do tego po polsku „cyc”. Więc powstało takie międzynarodowe skrzyżowanie i to zawsze intryguje, bo „cyc” to Polacy wiedzą o co chodzi, a za granicą nie.
Tajemnicę tego słowa wytłumaczył nam kiedyś profesor Miodek – to jest słoworód naturalny, czyli to słowo pochodzi od „cyckania”, „ssania” to jest dźwiękonaśladowcze. Zwróćcie uwagę, że we wszystkich językach jest podobnie – po angielsku „tits”, po niemiecku „titten”, po słowacku „cumlík” itd. To wszystko związane jest z ssaniem, cyckaniem… Także pochodzenie tego słowa jest jak najbardziej szlachetne – wszyscy mężczyźni są dziećmi swoich matek. Matki szczególnie nad synami rozkładają ten parasol ochronny – ja się wywodzę z pokolenia, które było karmione naturalna damską piersią a nie sztucznym mlekiem z butelki. Sztuczne smoczki niszczą inteligencję i wyrabiają zły zgryz. Hasłem „Big Cyca” był kiedyś powrót do naturalnego karmienia piersią. Do dziś ta nazwa wzbudza uśmiech – jest taka międzynarodowa – niedawno graliśmy w Chicago, ludzie widzą, że gitary i zaciekawieni pytają jaka nazwa kiedy mówimy, że „Big Tits” to już na starcie są zachwyceni :)
W Twoim życiu samochód jest ważny czy najważniejszy?
Ważny, ja nie mam fioła na punkcie samochodów. Powiem więcej – od razu się przyznam – kompletnie nie znam się na motoryzacji. Moja żona wie, co jest w silniku i co on ma a czego nie ma a co powinien mieć. Dla mnie samochód to czysto praktyczna sprawa…
Czyli żona wybierała Ci samochód?
Żona protestowała przeciwko Pajero - ja się uparłem, że jednak ma być ten model. Ona w końcu to zaakceptowała - przecież w związku musi być akceptacja. Dla mnie samochód nigdy nie służył do budowania osobowości. Są ludzie, którzy potrzebują takich zewnętrznych oznak bycia kimś… Malują swoje auta, doczepiają pięćdziesiątą antenkę, robią z tych samochodów odrzutowiec - to mnie zawsze śmieszyło kiedy widziałem, że ktoś ma małego Fiata a na nim podoczepiane pięćset gadżetów – próbuje w ten sposób z samolotu zrobić rakietę kosmiczną. Prawda jest taka, że ja po prostu strasznie dużo jeżdżę - jestem człowiekiem w trasie. Można powiedzieć, że 25 lat temu wyszedłem z domu i do tej pory nie wróciłem – to są imprezy, koncerty, nagrania. Dużo jeżdżę z zespołem, ale mnóstwo kilometrów pokonuję też indywidualnie bo mam występy solowe i rożne aktywności poza „Big Cycem”. Stwierdziłem, że musze mieć dobre auto - stąd Mitsubishi Pajero.
Najpierw jako początkujący student i artysta jeździłem polonezem ojca, był także fiat 125p kupiony przez tatę, który był marynarzem a w czasach PRL wszyscy marynarze byli przemytnikami, więc mój tata przemycał krem nivea do krajów arabskich - tak się dorobił i za bony PKO kupił dużego Fiata. Prawo jazdy zrobiłem bardzo szybko mając 17 lat. Zresztą żeby było ciekawiej prawko zdobywałem w stanie wojennym w 1982 roku. Lekcji udzielał mi ubek - wtedy było cos takiego jak Liga Obrony Kraju a tam pracowali milicjanci, ubecy. Facet był typowym ubekiem z wąchem - cały kurs polegał na tym, że jeździliśmy i załatwialiśmy jego sprawy - a to do zegarmistrza, a to spotykał się z jakimiś agentami. W każdym razie prawo jazdy zrobiłem w dziwnych warunkach.
Wreszcie w latach 90. słynne składaki - opel corsa czarny, składak, po naszym przaśnym PRL-u był lukstorpedą. Później no niestety biję się w piersi i to mogę przyznać oficjalnie – błąd młodości, czyli Renault. Żona namówiła mnie na Renault Megane - bardzo kobiecy. Ten samochód był ładny, ale jak to zresztą pięknie Paweł Huelle napisał w książce „Mercedes-Benz”, że francuskie perfumy OK. ale francuska motoryzacja niekoniecznie. To Renault co chwilę miało coś z elektroniką - a to mu 2 centymetry śniegu już przeszkadzały i takie tam…
Po Renault postanowiłem kupić Opla Vectrę - wydawało mi się, że jest to klasa wyżej. Niestety ten także nie wytrzymał – po 100 tys. km wysiadła w nim pompa wodna, a przy 150 tys. km myślałem, że już kompletnie się rozsypie. Cóż ja specjalnie nie szanuję samochodów - nie jestem tym kolesiem, który pucuje auto.
Potem akcja Volvo S80 - pamiętam, że byłem dumny z tego auta bo wydawało mi się, że jest bezpieczne i takie, które sobie poradzi w każdej sytuacji w trasie. Tym samochodem zostałem zaproszony do programu motoryzacyjnego, który prowadziła Martyna Wojciechowska. Wiadomo wywiady robione taśmą – przede mną był Tede, który przyjechał czymś terenowym, wymalowanym do którego było dospawane pięćdziesiąt rur, rogi i pięć grillów z przodu. A po mnie był Saleta - jego fura to był olbrzymi potwór, nawet nie widziałem co to za marka, jakiś terenowy amerykański stwór. Przypominał już samolot.
A pomiędzy nimi ja taki dumny tym swoim nowiutkim S80, z salonu - miał może miesiąc. Pierwsze pytanie Martyny brzmiało „Skiba, dlaczego kupiłeś sobie takie beznadziejne auto?” Nie chodziło jej o to, że Volvo to zły samochód, tylko bardziej, że to pojazd mieszczański dla facetów w szelkach a nie dla rockendrolowca Skiby. Właśnie to jest takie myślenie kategoriami, że jeśli klaun w cyrku występuje to on tego pomidora z nosa nie ściąga i z tym pomidorem w domu zmywa talerze lub odkurza mieszkanie. Cóż, to Volvo jakoś tam się sprawdziło, ale po 200 tys. km pewne rzeczy zaczęły wysiadać i nasze drogi mu się przysłużyły.
Mieszkam na rogatkach Gdańska, gdzie ciągle w tej okolicy coś się buduje - dojazd przez betonowe płyty, dziury. No i w ogóle jazda w trasie - w terenie. Nie zawsze występuję się w Warszawie czy Krakowie, bardzo często gramy w miejscowościach, których nie ma na mapach, najwyżej na wojskowych, ukrytych w głębokim lesie… Nasza menedżerka jest wspaniałą kobietą, która potrafi sprzedać zespół do takich miejsc, gdzie już nawigacja wysiada i szuka Eskimosów. Stąd wybór padł na Mitsubishi Pajero, powiem szczerze, że zastanawiałem się także nad Mercedesem GLK, ale ten model miał mało miejsca z tyłu. Ja potrzebuję większy bagażnik – co prawda koledzy z zespołu śmieją się, że kupiłem autobus. Ale siedmioma miejscami na pokładzie nie gardzą, kiedy są w potrzebie. Ja w Pajero czuję się dobrze, na razie zrobiłem nim pięć tysięcy kilometrów. Mocny turbodiesel plus automat – dla mnie to komfortowa, mocna maszyna.


































